Wprowadzają niezbędny element życzliwości na co dzień przekraczające ścisłe granice obowiązku. Normy moralne należą do nom aksjologicznych gdyż nakazują pewien pożądany sposób zachowania się, który jest oceniany jako pozytywny lub negatywny. Normy moralne wykazują wiele podobieństw do norm społecznych w ogóle.
Przykładem takiego „prezentu” od życia jest prawdziwa przyjaźń. Myślę, że każdy z nas marzy o takim „prezencie”, może nie wszyscy się do tego przyznają, ale przyjaźń jest bardzo ważna w naszym życiu. Jest ona czymś, co podtrzymuje nas na duchu, daje nam ciepło i poczucie bycia potrzebnym innym.
Co do zasady, ta wersja tworzenia rachunku zysków i strat jest mniej pracochłonna w ewidencji księgowej. Koszty zestawia się według rodzaju. Na przykład koszty rodzajowe w rachunku zysków i strat mogą obejmować: amortyzację, zużycie materiałów i energii, usługi obce, podatki i opłaty, wynagrodzenia brutto, ubezpieczenia
Temat: Wartości moralne – co to takiego? Cel główny: Poznawanie wartości. Cel szczegółowy: Pobudzanie do precyzowania preferowanych wartości życiowych i kształtowanie hierarchii wartości. Cele operacyjne: Uczeń: wymienia wartości życiowe, potrafi wymienić odróżnić wartości moralne od pozamoralnych,
Wyraźnie widać, że w tej definicji położono nacisk na uznanie praw człowieka jako kategorii praw moralnych, nie zaś pozytywnych (stanowionych przez państwo). Jest to niezwykle istotne, oznacza bowiem, że państwo (władza) nie nadaje nam praw człowieka, a co najwyżej w różnych dokumentach je potwierdza.
Etyka dotyczy kwestii moralnych takich jak sprawiedliwość, wolność, dobro, zło, obowiązek, sumienie, a także kwestii związanych z relacjami międzyludzkimi, takich jak kwestie odpowiedzialności, szacunku, lojalności czy uczciwości. Etyka jest nauką normatywną, która nie tylko opisuje, co jest moralne, ale również określa, jak
niaFkD. Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!Ktoś zwróci mi za straty moralne? - Czyli opowiadanie Jacka Komudy "Mowa nienawiści pokutnika Duki" Pamiętacie aferę z Nową Fantastyką i opowiadaniem Jacka Komudy „Dalian, będziesz poćwiartowany” która wybuchła parę tygodni temu? Homofobiczne opowiadanie Komudy opublikowane w Nowej Fantastyce nie spodobało się czytelnikom, przez co wycofano cały numer. Redakcja Nowej Fantastyki przeprosiła i złożyła samokrytykę. Mogłoby się wydawać, że to koniec afery, ale nic bardziej mylnego. Miesiąc później część pisarzy postanowiła wystosować list otwarty, podpisali się pod nim – między innymi – Jacek Dukaj, Rafał Ziemkiewicz i Jacek Piekara. Jacek Piekara pisał w poście na Facebooku, że "Pisarz został zaatakowany przez aktywistów LGBT, którym nie spodobało się jego opowiadanie fantasy (sic!)." Ludzie broniący opowiadania „Dalian, będziesz poćwiartowany” mówią o tym, że było ono pastiszem "wyśmianiem stereotypów" albo komentarzem do naszej rzeczywistości. Jednak to gówno prawda. Dlaczego? Okazuje się, że Komuda w przeszłości popełnił jeszcze gorsze opowiadanie. Mówię tu o opowiadaniu opublikowanym przez Komudę na łamach "nowego napisu". Przeczytałem je wczoraj.... Ale jakim kosztem? Zacytuję tutaj post Jacka Dehnela. Mówi w nim ogólnie o fabule tego dziełka. "Jak się okazuje, przed rzygiem z "Nowej Fantastyki" Komuda wydał jeszcze jedno homofobiczne opowiadanie – w „nowym naPiSie”, ale na szczęście „nowego naPiSu” literalnie nikt nie czyta, a jego prestiż jako propagandowego pisemka PiSu jest zerowy. Jest tam jednak wszystko:- geje są słabi, tchórzliwi i kobiecy- homoseksualizm bierze się z molestowania seksualnego w dzieciństwie – przez „obcego” z krainy zepsucia (i edukacji), który w dodatku jest homoseksualizm „leczy się”, oczywiście skutecznie, z pomocą egzorcyzmów (śpiewanie „mowy nienawiści”, and I am not kiddin' you), tortur (którym towarzyszą kolejne wyzwiska, w czym Komuda zdecydowanie realizuje się jako erotoman-gawędziarz), w tym gwałtu żelaznym prętem - opisanego jako „przykra acz konieczna czynność”, choć sądząc po szczegółowym i grafomańskim opisie raczej jest to przyjemność dla Komudy nader przyjemna w deser: wegetarianizm to nieuleczalna „zgroza łojowa”, która zmienia człowieka w zwierzę pasące się na NF nie wiedziała o tym tekście (bo, jak pisałem, nikt nie czyta „nowego naPiSu”), ale teraz widać, że cała narracja o „pastiszu” kupy się nie trzyma. Zadanie na szóstkę: przeczytać esej Umberto Eco o „Ur-faszyzmie” i sprawdzić, której z czternastu cech wymienionych przez Eco teksty Komudy nie spełniają."To całkiem dobre podsumowanie. Jak już wspominałem, wczoraj przeczytałem opowiadanie, o którym była mowa w poście. Nie wiem, jak przez nie przebrnąłem (prawdopodobnie mam w sobie coś z masochisty), ale przeczytałem i notowałem moje myśli w dokumencie, który ma trzydzieści dziewięć stron, (wkleiłem tam większą część opowiadania). Moje komentarze bynajmniej nie są literackie. Na końcu tekstu zostawię link do tego dokumentu. Teraz mam zamiar zacytować fragmenty opowiadania Komudy, które potwierdzą słowa Dehnela. Zacznijmy od... "- geje są słabi, tchórzliwi i kobiecy""Młodzieniec, który wlazł na jodłę był chudy, blady, długowłosy. Oblicze miał gładkie, przerażone jak u dziewicy. Dyszał ciężko i patrzył: najpierw pod nogi, potem na prześladowców. Więcej jednak na nich.""- homoseksualizm bierze się z molestowania seksualnego w dzieciństwie – przez „obcego” z krainy zepsucia (i edukacji), który w dodatku jest nauczycielem." "– Godko, Godko! – wyszeptał mu prawie do ucha Jaksa – Kto to jest Dukkar? Spotkałeś go kiedyś? Mów!– Siedzimy w komnacie ojca – wycharczał Godko nie swoim głosem.– Gdzie?– W Żamojdzie, we dworze, koło paleniska. Schylam się nad woskową tabliczką…– A Dukkar?– Siedzi przy mnie. Blisko; tak blisko – pokazuje.– Co ci pokazuje?– Rezy – jak dźwięki z gardła człowieka. Potem ja zapisuję na płachcie brzozowej kory.– Uczy cię… pisać? Doprawdy?– Składać głoski. Na Jessę! – Godko szarpnął się na łożu – drzwi otwierają się z trzaskiem. On wchodzi!– Dukkar?– Nie, ojciec! Wchodzi, wpada raczej, uderza w stół, wyrywa mi zwoje kory, krzyczy – Godko kulił się na łożu, zasłaniając uszy dłońmi.– Dlaczego?!– Hańba rycerzowi znać pismo jak jakiś klecha, albo pokutnik. Nie rezami, ale ciosami miecza podpisujemy pergaminy i zwoje.– Co się dalej dzieje? Mów.– Ojciec mnie łapie… wymierza karę. Zabiera… Do braci, do giermków. Rzucają mi drewniany miecz, każą ćwiczyć. Przewracam się – obśmiewają mnie!– Gdzie jest Dukkar?– Przekradam się pomału do niego. Siedzimy razem i… - Godko zadrżał, zadygotał, potem uspokoił się, odetchnął, wyprężył.– Pociesza mnie. Kładzie rękę na głowie, potem na nodze, głaszcze i uspokaja.– Co z ojcem?– Nie ma go. Nasze szczęście.– Skąd przyszedł Dukkar? Opisz mi go.– Wysoki, piękny, gładki. W zwykłej tunice. Mówi dziwnie, ale miło. Nie krzyczy na mnie, nie ubliża, nie zmusza mnie do ćwiczeń, gdzie wdycham gryzący piach chłostany pogardą i śmiechem braci i czeladzi.– Skąd przybył? Pamiętasz? To Lędzic?– Zza morza, do którego wpada Duna, z kraju, gdzie nigdy nie spada śnieg, jest żółto i purpurowo…– Taurydyka. Ląd odmieńców, biesów, wolności przekutej w tyranię gorszą niż u Hungurów. Posłuchaj Godko, ja już wszystko wiem. On cię zmienił. Dukkar, twój nauczyciel. On sprawił, że tutaj jesteś. Przez niego opętał cię demon.– Był taki dobry – zaszlochał Godko. – Jak mój prawdziwy ojciec.– Musisz go przegnać. Zwalczyć w sobie i wypędzić. Nikt nie zrobi tego za ciebie. Dopiero wtedy będziesz wolny i zdrowy. Taurydzi to plugawe psy; wieki temu zagnaliśmy ich do morza – nie mogli obronić się przed nami, więc teraz próbują rozsiewać nasiona plugastwa.– Nie chcę się go pozbywać – załkał Godko. – Kto mi zostanie, jeśli nie Dukkar?– Dukkar nie był dla ciebie dobry. Nie, to nie tak. Zdeprawował cię, stworzył odmieńcem. Zniszcz go w sobie, a ojciec nie będzie dłużej się gniewał.– Nie chcę do ojca! Niech idzie do… Otchłani, w paszczę Wołosta. Niech po wieczność obraca słupem świata i Gwiazdą Okólną. Nie chcę go, boję się! Dukkar jedyną osłoną.– Dukkar zabije cię, bo nigdy nie opuścisz Samotni. Pozwól sobie pomóc, próbowałem osłonić cię przed nim, ale bez twej pomocy nie dam rady biesowi.– Nie wrócę do ojca.– Więc się go potem wyrzeknij!– Jest za silny. Nie chcę! Nieeee!– Obronię cię przed nim, jeśli wyrzucisz z serca biesa, jeśli będziesz z nim walczył i pokonasz. Obiecuję ci to. Nie wrócisz już do Jakusza Starszego i Żamojdy. Ale nie zmarniejesz tu, nie uczynią z ciebie kolejnego szaleńca zamkniętego w klatce.– Nie wierzę."Teraz "najlepsza" część. "- homoseksualizm „leczy się”, oczywiście skutecznie, z pomocą egzorcyzmów (śpiewanie „mowy nienawiści”, and I am not kiddin' you), tortur (którym towarzyszą kolejne wyzwiska, w czym Komuda zdecydowanie realizuje się jako erotoman-gawędziarz), w tym gwałtu żelaznym prętem - opisanego jako „przykra acz konieczna czynność”, choć sądząc po szczegółowym i grafomańskim opisie raczej jest to przyjemność dla Komudy nader przyjemna w opisywaniu.""– Zaczniemy od klatki bólu – powiedział brat Duka, rozkładając szeroko ręce. – Tam, bracie Godko pozbędziesz się przyrodzonej pychy rodzaju ludzkiego i w pokorze przyjmiesz wyroki Jakusza stał między nimi tylko w lnianej koszuli, spodniach i dowiązanych do nich nogawicach. Drżał; było zimno. Ojciec spoglądający zza pleców pątników też czuł ściskanie w dołku. Wcześniej zdawało mu się, że pod Radunicą są tylko skały, względnie dziury i wnęki wyrąbane w ścianach jaru, w którym płynęła Sanna. Kościelisko, gdzie składano ciała pokutników spuszczając na sznurach drewniane platformy z góry, słońce i wiatry obracały je potem w wyschnięte truchła. Jednak bracia sprowadzili ich głęboko pod zbór. Do korytarzy wykutych w skałach, o przejściach rozszerzających się ku górze jak trapez. Takie otwory były pamiątką po mrówczej pracy stolemów, po których ludzie przejęli prawie ruiny miast, podziemia i budowle.– Bracie Machelu! – ciągnął Duka. – Sprawdź czy w tym nieszczęśniku na pewno zalęgły się ziarna występku Wołosta. Śmiało, rozpoznaj w nim niegodziwe skłonności, gwałcące prawa Jessy!Spomiędzy pokutników wystąpił niski, pleczysty człowiek. Na piersi wisiał mu długi, drewniany kołek na sznurze. Szedł z głową – jak wszyscy – okrytą czarnym, śpiczastym kapturem, ale trzymał ją cały czas pochyloną do przodu, co upodobniało go trochę do węszącego szczura. Niespodziewanie objął Godka od tyłu, przytulił, szerokie, wielkie ręce jak różowe robaki powędrowały wokół pleców, na brzuch młodzieńca i niżej…– Nie chcę! – szarpnął się Godko. – Zostawcie! Niech mnie nie dotyka!Sprzeciw nie zdał się na nic. Dwaj bracia chwycili go za ramiona, wykręcili, aż jęknął, przechylony w przód, z ciałem wygiętym w łuk.– Jest… ciepły – wycharczał Machel. – Nadaje się, a jeszcze jak!– Do klatki z nim!Klatka już czekała – z dębowych balików, powiązanych powrozami, zbitych zardzewiałymi bretnalami. Na dole połączona była z okutymi żelazem trybami przekładni, jak w młynie, a te z kolei – poprzez koło z wielkim kołowrotem. Stało tam już dwóch pątników.– Co mi robicie! – krzyczał Godko, kiedy nieśli go do klatki. Chciał się postawić, ale mieli o wiele większe doświadczenie niż młodzieniec; nie pozwolili mu złapać za drewniane pręty, nie dali wierzgać ani szarpać się.– Ojcze! Ojcze! Nie pozwól im na to! Za co! Za co mi to robicie?– Ciiiii, synu – wysyczał Jakusz. – Poddaj się woli Praojca. Raz wreszcie bądź mężczyzną!Wcisnęli go do klatki jak łachman. Zatrzasnęli drzwiczki, przycinając palce, aż zakrzyczał. Przez chwilę walił pięściami w pręty – do chwili, kiedy na znak Duki dwaj pokutnicy zaczęli kręcić kołowrotem. Klatka obróciła się – raz, drugi. Coraz szybciej, coraz mocniej, aż usłyszeli stukot miotającego się Godka. Ruch był tak szybki, że prawie zamazywały się zarysy prętów, sznurów, okuć…Godko wytrzymał chwilę i dłużej. Więzienie było wąskie, ciasne, nie mógł położyć się, jedyne, co mu pozostawało, to skulić się, trzymając pręty klatki, opuścić głowę jak najniżej.– Nieee! – zakrzyknął. – Przestańcie!– Odmieńcze, przydupniku Wołosta flokiem nieprawym trącanego! – zaintonował brat Duka mowę nienawiści. – Wyrzeknij się występku, porzuć złe myśli, skieruj je ku modlitwie, ku naprawie twego parchatego, śmierdzącego ciała. Cały jesteś jedną wielką piczą pełną podłego smrodu. Wyrzuć go z siebie, wznieś się, obmyj i oczyść. Porzuć chuć odmieńczą, nie myśl o niej. Smrodliwe, pełne występku jest cielsko mężczyzny. Pomyśl o niewieścim, które rozkwita jak kwiat potrzebujący! Obmyj się! Oczyść! Godko, ty przeklęty Godko!– Odmieniec! Odmieniec! – dyszeli pątnicy kręcący było jak szaleństwo; obłędny taniec – miarowy stukot i trzask zębatych kół, szum i skrzyp obracającej się klatki. Szybki, bezustanny! Bez już się nie szamotał, jedynie jęczał, trząsł się, ruch klatki był jednak tak szybki, że nie sposób było w ogóle coś zobaczyć.– Oczyśćcie go, bracia! Zmyjcie plugawe nasienie Wołosta. Dalejże, niech stanie się biały jak za dnia narodzin!""Trzeciego dnia już się nie szarpał, nie krzyczał, nie walczył z nimi. Jęczał co pewien czas. I kiwał głową w tył i w przód, dopóki go nie unieruchomili. Najpierw związali mu ręce z przodu – skrzyżowane na piersi, a potem zaczęli zawijać całego w mokre płachty płótna. W pasy – ciasno jak tylko mogli, niczym dziecko w betach. Znów zajęczał, przeciągle, jak zwierzę, jakby brakowało mu uderzył pięścią w drzwi, zajrzał przez okienko. Tym razem nie dopuścili go do ceremonii.– Godko, jak tam?! – zagadał niepewnie. – Lepiej? Żyjesz, daj znać?!Z trzaskiem jeden z pokutników zamknął od wewnątrz otwór, nie zważając na obecność żupana. Jakuszowi pozostało zatem stać – jak dziad po prośbie – i tylko co jakiś czas stukać i słuchać, przyciskając ucho do starych, okutych żelazem ich drugiej stronie brat Duka wziął w rękę długi, żelazny pręt zakończony miedzianym zwieńczeniem uformowanym na kształt męskiego przyrodzenia. Obejrzał go bez żalu, bez lęku.– Obróćcie go na plecy i trzymajcie! – potem przystąpił do pleców dygocącego Godka i rozpoczął przykrą, acz konieczną czynność.– Poczuj, psi synu, żałosny dupniku pogan, jak pogrąża się w tobie ohydny, zimny jak lód i śmierdzący kuś Wołosta. Jak plugawi twe ciało od wewnątrz, rozrywa ci patrochy. Niczym innym nie jesteś, jak złachmanioną, męską, kokotą biesa, pełną żałości i występku przeciwnego naturze. Pozbądź się go, wyrzuć z ciała, przeklnij! Wyrzuć nasienia zła i występku! Nuże, znajdź w sobie siłę! Godko! Ojciec cię słucha!Młody Boguta tylko jęczał. Raz za razem.""Na deser: wegetarianizm to nieuleczalna „zgroza łojowa”, która zmienia człowieka w zwierzę pasące się na trawie.""Pod wieżą skradał się na czworakach jakiś oberwaniec, uwiązany za szyję sznurem do ściany. Jak zwierzę schylał się w dół i… jadł trawę, wyrywając ją garściami z dziedzińca, gdzie rosła bujnie, bo chodzono tylko po wydeptanych ścieżkach.– Oto nieszczęśnik – powiedział Duka – chory na zgrozę łojową, ciężką chorobę objawiającą się wstrętem do mięsa. Nie jadł go przez całe lata żywiąc się roślinami jak krowa czy owca i w końcu zmienił się w zwierzę. Dziś jada tylko trawę, stracił rozum, zapomniał, kim był. Chcieliśmy go ratować – leczyć. Było za późno. Skąd wiesz czy nie za późno jest u twego syna.– Nie jest!"Pewnie znajdzie się ktoś, kto powie: "Ale to jest wyrwane z kontekstu!" Po pierwsze nie ma tu czego wyrywać... Po drugie możesz sam przeczytać całość opowiadania, do którego link zostawię na końcu. Chociaż nie polecam – nie warto. Podsumowując... opowiadanie "Mowa nienawiści pokutnika Duki" jest skrajnie homofobiczne i obrzydliwe. Propaguje pseudonaukową "terapię" konwersyjną, która – cytując Wikipedię: "Poddawanie osób „terapii” wyrządza im długoterminowe szkody, do których zaliczają się np. w wyniku lobotomii,zespół lęku uogólnionego,poczucie winy lub wstydu,paramnezja,poczucie zakłopotania,dysonans poznawczy,(..)"I ta lista ciągnie się dalej... (dam na końcu link do Wikipedii). No i jeszcze parę zdań na zakończenie... Jak pisał Dehnel, ta cała gadka o pastiszu rozsypuje się w drobny mak... Technicznie opowiadanie jest świetne, ale – jak to mówią – gówno owinięte w papierek dalej jest gównem. Inaczej mówiąc gdy treść jest zła nie uratują jej technikalia... Pozdrawiam...Link do postu Jacka Dehnela: Jacka Komudy "Mowa nienawiści pokutnika Duki" list pisarzy "Mowa nienawiści pokutnika Duki" z moimi komentarzami Terapia konwersyjna i bonus... streszczenie opowiadania "Dalian, będziesz ćwiartowany!"
Przypadki nadużyć wobec indywidualnych pracowników to przykra rzeczywistość wielu firm, które zatrudniają ogromne ilości pracowników w różnych krajach. Jedna z takich historii wydarzyła się w Tesli (TSLA). Odszkodowanie w tym konkretnym przypadku może jednak szokować. Sąd federalny w San Francisco zdecydował, że Tesla musi zapłacić byłemu pracownikowi, Owenowi Diazowi, około 137 milionów dolarów po tym, jak miał być ofiarą rasistowskich zachowań pracując dla firmy, jak wynika z oświadczeń dla mediów wystosowanego przez prawników ofiary. Skład sędziowski przyznał odszkodowanie nawet większe, niż prawnicy żądali w tym przypadku, zasądzając 130 milionów dolarów odszkodowania za straty moralne i 6,9 miliona dolarów za cierpienie emocjonalne. Diaz, były pracownik kontraktowy, który został zatrudniony w największej na świecie firmie zajmującej się pojazdami elektrycznymi będącej we władaniu Elona Muska za pośrednictwem agencji rekrutacyjnej, w 2015 roku miał doświadczyć wrogiego środowiska pracy, w którym, jak powiedział sądowi, koledzy z pracy używali obraźliwych epitetów, a inni czarnoskórzy pracownicy mieli mówić, żeby "wrócił do Afryki". Zdarzały się też przypadki rasistowskiego graffiti w toaletach i innych rysunków na stanowisku pracy. Według prawników Diaza - którego sprawa połączyła siłę kilku kancelarii adwokackich - sprawa mogła się posuwać do przodu tylko dlatego, że pracownik nie podpisał żadnego z podsuwanych mu dokumentów w ramach postepowania arbitrażowego. Tesla stosuje obowiązkowy arbitraż, aby zachęcić pracowników do rozwiązywania sporów za zamkniętymi drzwiami, a nie na publicznym procesie, który jak
Zanim przejdę do wpisów na temat moralności dyplomacji, chciałbym na samym początku przedstawić ich definicje. Dlaczego? Istnieje wiele definicji moralności i dyplomacji. Prowadzi to często do braku zrozumienia znaczenia jak i istoty danego pojęcia. Dlatego wybrałem takie definicje, które prosto oraz jasno ukażą istotę tych pojęć. W pierwszym wpisie omówię definicję moralności. „Termin moralność wywodzi się od łacińskiego słowa: moralis (mos, moris – zwyczaj obyczaj) i był odnoszony do zachowań oraz odpowiadających im poglądów na to, co w nich kwalifikowane jest jako dobro, a co jako zło”. Normy moralne dotyczą mądrego rozwoju człowieka, (w naszym przypadku rozwoju dyplomacji) udanej oraz prawej egzystencji. Pytając o tę kwestię, chcemy wiedzieć nie tylko, jakimi ludźmi powinniśmy być, lecz jakie powinno być społeczeństwo, tak aby ideał, do którego dążymy, mógł mieć najlepsze warunki do realizacji. Zatem moralność jest refleksją na temat poglądów o dobrym sposobie postępowania, czyli egzystencji. Taka refleksja pojawia się szczególnie wtedy, gdy pojęcie dobra nie jest czymś oczywistym. Postępowanie moralne, określa się jako: 1) pozytywne i negatywne działania ludzkie lub też dyspozycje do działania: chwilowe bądź trwałe, 2) powinność moralna lub moralny obowiązek działania, czy też zajęcia określonej postawy bądź też powinność zaniechania działania lub zajęcia określonej postawy, 3) wzorce osobowe urzeczywistnione przez określone jednostki oraz ideały moralne, 4) normy moralności, czyli kryteria rozstrzygania o powinności lub wartości moralnej czynów i postaw, 5) wypowiedzi wyrażające moralną powinność działania (normy moralne) czy jego moralna wartość – dobro albo zło, słuszność albo niesłuszność działania (oceny moralne). Analizując pojęcie moralności, należy podkreślić, że odnosi się ona do różnych dziedzin rzeczywistości: ocen, norm, przeżyć – np. wyrzuty sumienia, czyny oraz postawy, kryteria, a także wzorce postępowania czy też władze poznawcze (zmysł moralny, wolna wola, poczucie moralne). Próbując bliżej określić którykolwiek z wymienionych czy też im podobnych przedmiotów okazuje się, że odnoszą się one od początku do końca do czynu. To dzięki niemu oceniamy działania ludzkie. Na jego podstawie możemy, dokonywać analizy norm postępowania i zaklasyfikować je jako pozytywne lub negatywne. Poprzez czyn adresatem moralności, staje się człowiek jako jego podmiot i sprawca. Dyplomacja często ociera się o granicę działań, które są postrzegane jako niemoralne. Dlatego tak istotne jest (szczególnie w odniesieniu do różnych instytucji) posiadanie tzw. zbioru norm postępowania. Gdyż kształtuje on, a także określa istotę powinności moralnej, która pozwala zrozumieć działania oraz dokonywać refleksji nad danym czynem, czy działaniem. Zdjęcie:
Odszkodowanie należy się jako rekompensata z tytułu poniesionej przez osobę poszkodowaną szkody materialnej. A jakie uprawnienia przysługują w razie wystąpienia szkody niemajątkowej? W jakich sytuacjach pokrzywdzony może żądać zadośćuczynienia? Czym jest szkoda? Szkoda jest podstawowym pojęciem w sprawach o zapłatę odszkodowania. Tyle że do chwili obecnej pojęcie to nie doczekało się ustawowej definicji. Pozostaje więc opieranie się na dotychczas wypracowanych w orzeczeniach i komentarzach poglądach. Zgodnie z tymi poglądami, za szkodę należy uznać każdy prawnie chroniony uszczerbek w dobrach lub interesach poszkodowanego, którego doznał wbrew jego woli. Dobra i interesy są rozumiane jako wszystko to, co służy zaspokojeniu potrzeb i celów materialnych lub duchowych. Uszczerbek w nich powoduje zmniejszenie zdolności zaspokajania potrzeb poszkodowanego i realizacji celów zasługujących na ochronę. Rodzaje szkody Szkoda może zostać wyrządzona na: mieniu (szkoda rzeczowa) – uszczerbki wynikające z naruszenia prawa i interesów majątkowych osobie – uszczerbki na życiu, zdrowiu, wolności, czci i in.: szkoda majątkowa – uszczerbki w majątku, np. poniesienie kosztów leczenia lub utrata możliwości zarobkowych, która może przybrać postać: – rzeczywistej straty (damnum emergens) – utraconych korzyści (lucrum cessans) szkoda niemajątkowa (krzywda) – uszczerbki psychiczne związane z uczuciem cierpienia i bólu. Czym jest krzywda? Krzywda to jeden z rodzajów szkody. Jest to szkoda niemajątkowa, która dotyka sfery psychicznej poszkodowanego. Chodzi o cierpienia fizyczne, psychiczne / moralne. Najczęściej – chociaż nie zawsze – krzywda wiąże się ze szkodą majątkową na osobie. Zadośćuczynienie Pojęcie zadośćuczynienia pojawia się nie tylko w języku prawnym, ale też często jest używane w języku potocznym, w psychologii oraz w terminologii religijnej. W ujęciu prawnym oznacza formę rekompensaty, wyrównania za doznaną szkodę niemajątkową. Na jakiej podstawie sądy przyznają zadośćuczynienie? Podstawowymi przepisami, które szczegółowo regulują kwestie przyznania zadośćuczynienia, są art.: 445 – jest podstawą przyznawania poszkodowanemu zadośćuczynienia w razie uszkodzenia ciała, czy wywołania rozstroju zdrowia 448 – na podstawie tego przepisu poszkodowany może domagać się zadośćuczynienia za naruszenie jego dóbr osobistych 446 § 4 – stanowi podstawę do żądania przez rodzinę pokrzywdzonego zadośćuczynienia za śmierć osoby bliskiej Od czego zależy wysokość zadośćuczynienia? Z uwagi na główną funkcję zadośćuczynienia jaką ma być kompensacja – przyznana kwota nie może być symboliczna. Zadośćuczynienie ma stanowić przybliżony ekwiwalent poniesionej krzywdy. Zadośćuczynienie powinno być adekwatne do stopnia doznanej szkody, a także uwzględniać wszelkie okoliczności danej sprawy. Sądy biorą pod uwagę w szczególności: rodzaj uszkodzenia ciała lub rozstroju zdrowia, długotrwałość leczenia, stopień intensywności cierpień, poczucie bezradności, możliwe trwałe następstwa, rodzaj wykonywanej pracy przez poszkodowanego wiek pokrzywdzonego itd. Sąd ma obowiązek każdorazowo badać konkretny stan faktyczny, brać pod uwagę wszystkie okoliczności mające jakikolwiek wpływ na stopień doznanej krzywdy i na tej podstawie określić wysokość zadośćuczynienia. Zadośćuczynienie w prawie medycznym Problematyka zadośćuczynienia odgrywa szczególną rolę w prawie medycznym. Historia i praktyka procesów lekarskich pokazują, że zadośćuczynienie jest żądane właściwe w każdym procesie dotyczącym szkód wyrządzonych przy leczeniu. W ramach tej właśnie gałęzi prawa są chronione najistotniejsze prawa, takie jak życie czy zdrowie człowieka. W praktyce każde uchybienie normom może prowadzić do powstania po stronie pacjenta cierpień fizycznych lub psychicznych, czyli krzywdy. Cierpienie fizyczne lub psychiczne pacjenta może powstać w wyniku uszkodzenia ciała lub rozstroju zdrowia spowodowanego wadliwym leczeniem i diagnostyką, bezprawnym przymusem badania, leczenia lub izolacji. Dodatkowo, niezależnie od istnienia szkody i krzywdy, artykuł 4 ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta pozwala pacjentom domagać się pieniężnego zadośćuczynienia w razie zawinionego naruszenia ich praw na podstawie wcześniej przytaczanego art. 448
Kiedyś uważałem, że rozwój duchowy to przede wszystkim rozwój moralny. Mocno zmieniło się jednak moje postrzeganie tego czym jest moralność i to, jak ją rozumiem. Związana jest to głównie z rozróżnieniem tego, co w moralności jest wymagane, a co zalecane. Najogólniej moralność to zbiór zasad określających co jest dobre a co złe. Postępowanie moralne to wybieranie rozwiązań "dobrych". Zasady moralne wywodzą się z norm społecznych, regulujących relacje międzyludzkie, choć czasami wychodzą ponad nie i opierają się na różnego rodzaju systemach filozoficznych, które niejako wskazują kierunki gdzie szukać dobra, a gdzie zła. Jeśli się im dokładnie przyjrzeć to dość szybko można zauważyć, że kierunek "dobra" jest również "prospołeczny" - w zasadzie ciężko znaleźć normy moralne, które istniałyby w oderwaniu od aspektu społecznego. Czy istnieje jednak jakaś granica działań prospołecznych, której przekroczenie może oznaczać równocześnie przekroczenie norm moralnych? Eksperyment myślowy Thomson. Judith Jarvis Thomson to najczęściej chyba cytowana filozof (filozofka, jak chcą niektórzy, choć troszkę nie jestem przyzwyczajony do takiej formy tego słowa) naszych czasów. Rozważa niezwykle precyzyjnie kwestie moralne związane z aborcją - czyli prawem do życia dziecka i prawem do decydowania kobiety o jej własnym ciele. Dla zobrazowania sprawy tak, aby każdy mógł dobrze wczuć się w sytuację kobiety stojącej przed decyzją o aborcji, Thomson proponuje wykonanie pewnych eksperymentów myślowych. Najsłynniejszy z nich przedstawiam poniżej w skrócie, choć nie będę szczegółowo omawiał oryginalnej wersji ani wniosków, jakie z niego wyprowadziła autorka. W pewnym momencie odkrywasz, że leżysz w łóżku podpięty do aparatury medycznej. Z drugiej strony aparatury jest podpięty obcy tobie człowiek, u którego wykryto zagrażającą życiu wadę nerek. Okazało się, że: osoba chora to sławny artystą; tylko ty masz odpowiednią grupę krwi, by mu pomóc; terapia będzie trwała ok 9 miesięcy i w tym czasie nie można jej ani na chwilę przerwać; po tym czasie pacjent będzie wymagał dalej wsparcia, choć już niekoniecznie twojego. Okoliczności podpięcia do pacjenta można dość dowolnie modyfikować, aby rozważyć różne okoliczności. W oryginalnym eksperymencie pacjentem był wybitny skrzypek, a o podpięciu cię do aparatury zdecydowali pewni członkowie "Towarzystwa Miłośników Muzyki" wbrew twojej woli: uprowadzili cię siłą i poprzedniej nocy podłączyli twój system krążenia do pacjenta, tak by twoje nerki mogły filtrować krew zarówno twoją, jak i jego. W tym momencie zjawia się dyrektor szpitala i mówi: "Bardzo nam przykro, że dokonano tego gwałtu – nigdy byśmy na to nie pozwolili, gdybyśmy wiedzieli. A jednak zrobili to i skrzypek jest teraz do Pana podłączony. Odłączenie go oznaczałoby jego zabicie." Artysta przeżyje tylko, jeśli zgodzimy się pozostać do niego podłączonymi - w tym momencie mamy więc dylemat: Czy jest twoim moralnym obowiązkiem się na to zgodzić? Problem dobra i zła. Próbując rozważyć problem dobra i zła nie sposób uniknąć pytanie czym one są? Złota Reguła. Poszukiwaniem dobra, tego czym ono jest i jak je czynić, zajmują się filozofowie od początku istnienia ludzkości. Dość dawno już odkryli regułę, która pozwala praktycznie odpowiedzieć na te pytania i nadali jej nazwę Złotej Reguły, lub też zasady wzajemności. Rozprawiali o niej zarówno Konfucjusz, Arystoteles, Platon, jak sam Jezus. W skrócie można ją przedstawić w takiej formie: Traktuj innych tak, jak ty byś chciał być traktowany. Najczęściej jednak przedstawia się ją w postaci negatywnej: Nie czyń innym tego, czego nie chcesz, by czynili tobie. W tej właśnie wersji jest ona podstawą znanego nam prawa, które określa rzeczy jakich nie wolno robić. Złotą Regułę w najpełniejszej pozytywnej formie wyraził Jezus: Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego. Dobro jako doskonałość. Nieco inaczej do kwestii dobra podeszła św. Teresa z Avili. Definiuje ona dobro za pomocą fragmentu z Ewangelii wg św. Marka: Gdy wybierał się w drogę, przybiegł pewien człowiek i upadłszy przed Nim na kolana, pytał Go: "Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?" Jezus mu rzekł: "Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg.[...]" Święta Teresa wywodzi z tego fragmentu, że skoro tylko Boga można nazwać dobrym, a tym, co odróżnia Boga od innych istot jest jego doskonałość, to oznacza, że dobro jest doskonałością. Tak więc poszukując doskonałych rozwiązań sytuacji postępujemy w sposób, który wiedzie nas ku dobru - aczkolwiek niemożliwe jest jego pełne osiągnięcie przez człowieka. Zło jako przeciwieństwo dobra. Jeśli chodzi o zło to przyzwyczajeni jesteśmy do dość prostej jego definicji - zło jest przeciwieństwem dobra. Pomijając długie wywody można przyjąć, że każde nasze działanie sprzeciwiające się dobru jest złe. Jeśli więc podejmujemy aktywnie jakąś czynność, która ogranicza lub niweluje zasięg dobra, to dopuszczamy się zła. W tym ujęciu zło jest aktywne, twórcze - powiedzieć można przekornie, że pozytywne. Zło jako brak dobra. Można jednak rozszerzyć definicję zła przyjmując, że zło jest brakiem dobra. W takim ujęciu również powstrzymanie się od czynności dających szansę przejawienia się dobra postępujemy źle. Jeśli więc z powodu braku naszej reakcji, braku naszych działań, dobro nie może zaistnieć, naszą postawę możemy określić jako złą. Moralność jako korzyść społeczna. Jeśli sytuację z naszego eksperymentu myślowego odniesiemy do powyżej przedstawionych definicji to mamy właśnie dylemat moralny. Jego rozstrzygnięcie pozostawiam czytelnikom - można ew. poszukać wniosków autorki eksperymentu i rozważyć, czy są słuszne. Chciałbym jednak w tym miejscu zwrócić uwagę na jeden element niezwykle istotny w całej sprawie - korzyść społeczną z podjętej decyzji moralnej. Przypadkowa ofiara sytuacji z przedstawionego eksperymentu niewątpliwie odniosła szkodę - szkoda ta będzie istniała niezależnie od rozwiązania, choć niewątpliwie przerwanie terapii artysty ograniczy jej rozmiar. Natomiast dyrektor szpitala reprezentuje niejako społeczną stronę zagadnienia - co podkreśla jego wystąpienie jako obrońca moralności (jak wspomniałem na samym początku, moralność określa działania korzystne społecznie). W istocie społeczeństwo z faktu wyleczenia artysty będzie miało szansę odnieść jakieś korzyści, gdy ten powiększy spuściznę kulturową, a będzie miał na to okazję jedynie po wyleczeniu. W ten sposób mamy tu sytuację konfliktu interesów - z jednej strony ofiara sytuacji ponosi straty (możliwe, że będzie je ponosić nawet do końca życia), ewentualnie alternatywą jest, że społeczeństwo poniesie stratę. Społeczeństwo aby uniknąć straty usiłuje więc zmusić ofiarę do wyboru z gruntu dla niej niekorzystnego. Czy taki przymus jest sam w sobie moralnie dobry? Poszukiwanie doskonałego wyjścia. W całej dyskusji o aborcji (i ogólnie w rozważaniach dylematów moralnych) pomija się podstawową kwestię na jaką zwróciła uwagę św. Teresa: nie możemy postąpić dobrze (czyli doskonale), ale możemy podjąć starania aby nasz wybór prowadził nas w tym kierunku. Skoro kontynuacja terapii w eksperymencie jest taka dobra dla społeczeństwa, to dlaczego społeczeństwo nie miałoby zrekompensować w jakiś sposób strat wynikłych z tego tytułu? Oczywiście rekompensata musi dotyczyć całości strat - zarówno tych już poniesionych, jak i tych, które mogą mieć miejsce w przyszłości. W tym momencie aby kontynuować nasze rozważania musimy zrezygnować z kontynuacji eksperymentu i postawić jasno kwestię aborcji w sytuacji gwałtu. O ile finansowa forma rekompensaty wydaje się jedyną możliwą, to oczywiście już wycena strat jakie poniosła zgwałcona osoba nie jest prosta. Na pewno można jednak oszacować koszty jakie poniesie w przyszłości i powiększyć je o jakąś kwotę "społecznie akceptowalną", a decyzję o wyborze rekompensaty (a więc i kontynuacji terapii) pozostawić osobie zgwałconej. Dziwi mnie dlaczego "obrońcy moralności" do tej pory nie zdecydowali się na takie postawienie sprawy - z pewnością odpowiednio wysoka rekompensata dla ofiar gwałtu skłoniłaby dużą część z pokrzywdzonych kobiet (jeśli nie większość) do urodzenia dziecka, jak i nawet jego wychowania... Czyżby koszty takiego rozwiązania były zbyt wysokie dla obrońców moralności? Jeśli tak, to oznaczałoby, że takie pokrycie kosztów wcale nie jest doskonałym wyjściem (a więc moralnie dobrym) a "lepszym" jest zmusić innych (np. poprzez zapisy prawne) do cierpienia i ponoszenia wydatków, a samemu zaś po wszystkim umyć ręce... Chyba już o osobie umywającej ręce gdzieś czytałem...
straty moralne co to jest